Jakieś niewidy na świecie dziać się poczynają Jeździ na nim aga Kasim

Pokażesz mu list ochronny podpisany przez Kasima i powiesz, że teraz dopiero masz jechać z rozkazem do mnie Wkrótce rotmistrz miał już świeżego, rosłego bachmata o długiej grzywie i ogonie niemal do samej ziemi. Pożegnawszy wana pozostał na przeprawie przez Bystrzycę, a gdy minęły go szeregi ordyńców, wjechał w haszcze olsz i zaczaił się w nich, od czasu do czasu kwiląc jak kania.

Długo nikt mu nie odpowiadał. Dzwoniąc po kamykach wpadał do Bystrzycy jakiś wartki potoczek, nad którym latał połyskując barwnymi piórkami zimorodek, raz po raz spadał na wodę i chwytał małe, srebrzyste pstrążki, żerujące śród zielonych, śliskich wodorostów. Nie wychylał się więc z haszczy, słuchał, rozglądał się i czekał.

Wkrótce ujrzał kilku jeźdźców. Poznał podjazd tatarski. Ordyńcy niby wilki szli tropem czambułu wana i nie chcieli widocznie, żeby ich tam spostrzeżono.

Jakieś niewidy na świecie dziać się poczynają Nie miał czasu na dalsze rozmyślanie, gdyż ledwie podjazd tatarski wjechał w zalesioną rozłogę, zupełnie blisko zakwiliła kania. W krzakach rozległ się trzask, szczęknęły kopyta na kamieniach i na zdziar nadbrzeżny wyjechał pacholik w przebraniu tatarskim, prowadząc za sobą luzaka pod siodłem. Jechałem za [ 89 ]czambułem i wypatrywałem coś, co mi się w głowie nie mieści We wsi urządzili sobie majdan bisurmany. Jest ich tam z pięćset chłopa Tak sądzę, iż wodzowie tatarscy prześcigają się wzajemnie i w zawiści jeden do drugiego żyją, stąd też ta nieufność i tropienie — zauważył pan Jerzy i spojrzawszy na słońce dodał: — Będziesz teraz po kryjomu szedł za mną a nie zapomnij bachmatom pysków zawiązać, by nie zarżały!

Co sie dzieje blisko handlu bitkowymi

Pan Jerzy wyjechał na płaj i ruszył w stronę wsi Maniawa. Bismillah, Bismillah, Mahomed rassul Allah! Jakiś Tatar wychylił się z krzaków przydrożnych i spytał go pełnym szacunku głosem: — Dokąd zdąża czcigodny muezin?

Tatar doprowadził go do chaty, w której zamieszkał wódz czambułu. Pan Jerzy na chwilę stał się znów gońcem agi Kasima, pokazywał swój list żelazny i rozkaz Kasima, ale gdy wspomniał, że wan Czoroch wyruszył już ku Mołotkowu, Dżambałon zerwał się z ławy i grożąc wysłańcowi nożem, zacharczał: — Powinieneś był tutaj wpierw dostarczyć rozkaz, a nie wlec się do Osmołody, psie wołoski! Wódz się nieco uspokoił i począł dawać rozkazy setnikom.

W tej samej chwili za oknami chaty powstał ruch, rozległy się krzyki i do izby wpadł jeden z ordyńców wołając: — Dżandżynie!

Nasz podjazd znalazł w lesie rannego Tatara.

Pod sztandarami Sobieskiego/VII

Mówi, że brał udział w bitwie [ 91 ]pod Łanczynem, gdzie został zabity aga Kasim, a cały jego czambuł poległ! Dżambałon spojrzał na gońca, a w jego oczach zapaliły się iskry wściekłości i strasznego domysłu.

Długo wypytywał słaniającego się na nogach Tatara, oglądał jego rany, nie spuszczając podejrzliwego spojrzenia ze spokojnej i groźnej twarzy tajemniczego gońca Kasimowego.

Ucieszyłby się pan Jerzy Berezowski, gdyby się dowiedział o zwycięstwie swego wojska pod Kołomyją, lecz wonczas, kiedy to z Nadwornej ku górom podążał, nic o tym jeszcze nie słyszał. Jechał nie bardzo się śpiesząc, by kulawego srokacza nie zagnać na śmierć.

Ten człowiek widział zapewne padający buńczuk i myślał, że aga został zabity Trzech ordyńców służebnych skoczyło ku panu Jerzemu. Rotmistrz się nie sprzeciwiał, gdy mu rzemieniami związywano ręce i wsadzano na siodło. Na samym końcu pod strażą pięciu zbrojnych w szable i łuki jechał pan Jerzy, mocno skrępowany rzemieniami. Zachowywał zupełny spokój i śpiewał swoją jękliwą modlitwę do Allaha i proroka Mahomeda, od czasu do czasu zmieniając ostatnie nuty tej pieśni pobożnej w głośne kwilenie kani.

Za każdym razem gdy się rozlegało to kwilenie, nadbiegała z puszczy odpowiedź zapewne dzikiej kani, a jej głos stawał się coraz bliższy, aż w końcu ptak umilkł. Tymczasem słońce zapadło już za górami, mrok wypełznął z ciemnej puszczy i jął niby gęsta, czarna ciecz pochłaniać wszystko dokoła. Rotmistrz posłyszał mrukliwe głosy ciurów. Skarżyli się na to, że Dżambałon postanowił gnać czambuł przez całą noc nie dając ludziom ani chwili popasu.

Gdy się już zupełnie ściemniło, bo noc wypadła bezksiężycowa, a i chmury nadciągały od ponurych Gorganów, jakiś Tatar podjechał do ciurów konwojujących rotmistrza. Był chory zapewne, bo oddychał głośno i słaniał się na siodle.

Nie mógł mówić i ruchami rąk domagał się wody, którą mieli ze sobą na luzakach wraz z różnymi zapasami dla Dżambałona i setników. Kiedy dwóch z nich pozostało na chwilę w tyle, Tatar w jednej chwili przeciął rotmistrzowi więzy i szepnął: [ 93 ] — Wasza miłość niech uda, że spadli z konia, bo z ziemi poręczniej będzie bez szabli ubić pogańców!

Rycerz bez namysłu zsunął się z siodła udając zemdlenie. Dwóch ciurów zeskoczyło natychmiast na ziemię i pochyliło się nad leżącym jeńcem, trzeci zaś, uderzony nagle, nie jęknąwszy nawet padł koniowi na kark i bezwładnie zwalił się na ziemię.

Huculszczyzna: Gorgany i Czarnohora/Pod skrzydłami twierdzy - Wikiźródła, wolna biblioteka

Olko jak żbik skoczył na ordyńców, zdejmujących wielki bakłag [3] z luzaka i rozdał między nich dwa potężne ciosy pięści, po czym nie oglądając nawet skutków swej napaści, zawlókł obu do krzaków i powrócił do rotmistrza.

Ten siedział już na koniu macając palcem brzeszczot zabranej Tatarowi szabli. Olko w przelocie rzucił okiem na leżących na drodze ordyńców i mruknął: — Niby po kośbie! Same tylko snopki pozostały na ściernisku Powiedziawszy to wprowadził bachmata rotmistrzowego do zarośli, gdzie odnalazł pozostawione konie. Wąskim płaikiem sunęli potem pobok idącego głównym szlakiem czambułu nic nie podejrzewającego Dżambałona. W drodze jednak natrafili na patrol śledzący ruchy wana Czorocha i w mgnieniu oka znieśli go, nie żywiąc nikogo.

O świcie wyjechali nad wąwóz wartkiej Maniawki i z góry ujrzeli obydwa czambuły, już połączone.

Na uboczu widniała grupa starszyzny, wśród której bystre oczy rycerza rozeznały wana Czorocha i Dżambałona. Stłoczone w głębokim, coraz zwężającym się wąwozie setnie zostały tu zatrzymane przez setników, którzy wymachiwali rękami i wskazywali ku pagórkom, za którymi, jak doniósł im patrol, ciągnęły się pola Mołotkowa.

Co sie dzieje blisko handlu bitkowymi

Po chwili drgnął, wyprostował się i oczy dłonią przed słońcem przykrył. Podsunęli się bliżej do szlaku, by móc co rychlej jak zające przez wyrąbany przesmyk śmignąć przez szeroki w tym miejscu płaj i z dragonami się połączyć.

Wan Czoroch uspokajające snadź otrzymawszy wieści od podjazdów ruszył pierwszy ku długiemu wąwozowi, przecinającemu gęsto zarośnięty buczyną łańcuch pagórków.

Natychmiast szeregi przerażonych ordyńców stłoczyły się w ciasnym wąwozie, a zamieszanie szerzyć się wśród nich poczęło. Zrozumiał Czoroch, że grozi mu tu niebezpieczeństwo, ale nie mogąc już zawrócić i cofnąć się, kazał setnikom, by za wszelką cenę wyprowadzali ludzi na pole.

Nie zdążyły jeszcze zamilknąć piszczałki setników, gdy spomiędzy drzew, z obu krawędzi wąwozu gruchnęły jedna po drugiej dwie salwy, furkotać poczęły strzały i gwizdać ciskane z proc kamienie.

Huculszczyzna: Gorgany i Czarnohora/Pod skrzydłami twierdzy

Na pole! W wąwozie zakotłowało się jak w kotle.

Co sie dzieje blisko handlu bitkowymi

Jeźdźcy szablami torowali sobie drogę przez zwartą ciżbę przerażonych ludzi i kwiczących koni, nie słysząc jęków rannych i rzężenia konających. Znowu huknęły salwy. Wtedy to właśnie przemknęło dwu jeźdźców przez drogę i wpadło w haszcze po drugiej jej stronie. Za chwilę rozległ się strzał pistoletowy i gromka komenda rotmistrza: — Pół chorągwi — w nich!

Panie pułkowniku Strzetelski, prowadź w imię Boże! Pół chorągwi — za mną, w skok! Gdy pułkownik Strzetelski ze swymi dragonami i zaczajeni w puszczy gazdowie, drwale, oryle, smolarze, juhasi, młodzi watahowie połoninni, łowcy i ludzie wolni, co to po drogach handlowych przy bandach zbójnickich się wieszali — gdy wszystko to stoczyło się z pagórków i runęło na czambuł wana Czorocha, a druga chorągiew pułkownika Łyskowskiego w pień wyciąwszy Tatarów na polu, niby górnicy nowy wyrąbujący chodnik w skale, poczęła się wdzierać do wąwozu i w jakimś zapamiętaniu siec wyjących z przerażenia wrogów, pan Jerzy Berezowski dopadł już uchodzącego czambułu Dżambałona.

Dragoni, na wypoczętych siedzący koniach, dognali szybko Tatarów i jęli wycinać ich ostatnie szeregi. Dżambałon, rozumiejąc klęskę Czorocha i chcąc uprowadzić swoich ludzi z matni, wydał rozkaz, żeby setnie poszły w rozsypkę. Tatarzy [ 97 ]w jednej chwili wparli konie w gąszcz i jak widma znikli sprzed oczu goniących Polaków.

Gorgany i Czarnohora - Pod skrzydłami twierdzy [ 39 ]Skan zawiera grafikę.

Stać na miejscu! Z życiem wypuszczamy bisurmanów! Pan Jerzy Berezowski znał Wierchowinę jak własną kieszeń i ujrzawszy manewr Dżambałona zatarł ręce drapieżnie. Tatar nieopatrznie wprowadził cały czambuł w najzdradliwszą zasadzkę. Baszty, przyczółki przy zburzonej już bramie i mury, naogół znakomicie przechowane, resztki kaplicy, koszar dla załogi i lochy głębokie świadczą o roli, jaką odgrywała ta jedyna na wschodzie Gorgan twierdza, która skutecznie bronić mogła dróg, zbiegających z dalekich przełęczy, jak też tych, co wiły się przez równinę nadniestrzańską.

Istniały tam, coprawda, drobniejsze i słabsze zameczki Jabłonowskich — w Dolinie, Perchińsku, Strutyniu i Rożniatowie, ale te zaledwie bandom opryszków i to nie zawsze mogły stawić czoło.

Ustronny skit Maniawski Któż to i kiedy wzniósł zamek Pniowski i jakież były dzieje tej twierdzy potężnej, której nikt zdobyć nie mógł aż do godziny zdrady czarnej. Zamek ten istniał już w wieku XVI-ym i straż tu trzymała rodzina Kuropatwów — można i rycerska. Z tego gniazda wyszedł starosta sandomirski, który to wraz z dworzaninem Olechnowiczem z nieszczęsnej bitwy pod Chojnicami przemocą uprowadził i od niechybnej śmierci wybawił króla Kazimierza Jagiellończyka.

W połowie w. Nawet straszliwy Krzywonos, wierny towarzysz Chmielnickiego, nie zdobył tej twierdzy gorgańskiej. Zdobyła go jednak zdrada, bo niejaki Prokopeczek, pachołek dworski, wskazał opryszkom miejsce, gdzie podkop można było zrobić łatwo.

Pod sztandarami Sobieskiego/VII - Wikiźródła, wolna biblioteka

Wataha, dowodzona przez chłopa Hrynia Kardasza i szlachetkę — Łesia Berezowskiego, dostała się w nocy do wnętrza kasztelu, poraniła właściciela zamku, dziedziczkę porąbała, majętność zagarnęła. Wiele mówi i budzi domysły proces, przez Kuropatwów wytoczony później Tęczyńskim. Błahym bowiem wydaje się powód, wskazany w aktach sądów grodzkich, że pan na zamku Pniowskim skarżył panów na Tęczynie dlatego jedynie, że w bandzie Łesia w opryszkach chadzali ich poddani — ludzie z Peczeniżyna i Słobody Rungurskiej.

Wiemy jednak, że szlachta pokucka w swych sporach i najazdach nieraz, niestety, posługiwała się lotnemi oddziałami zbójników z naszej i wołoskiej strony.

  • Dowiedz sie opcji binarnych dla swiecznikow

Po ostatnim napadzie sława zamku gaśnie, lecz, widocznie, odbudowano go i umocniono, gdyż opierał się on skutecznie czambułom tatarskim, w roku zaś ym silny turecko-tatarski oddział, wysłany na zdobycie go, zmuszony był zdjąć oblężenie, poczem Piotr Kuropatwa jeszcze potężniej miał go ufortyfikować i wspaniale ozdobić.

Dowiadujemy się też, że po wygaśnięciu Kuropatwów władali ich zamkiem Cetnerowie, Skan zawiera grafikę. Do stóp wzgórza zamkowego z jednej strony tulą się domki, należące do potomków zdrajcy Prokopeczka, z drugiej zaś — zaścianek szlachty, dawnej służby dworskiej i towarzyszy chorągwianych — Kolankowskich, Rogińskich, Bidzińskich, Skowrońskich i Bednarskich.

Ludzie ci i ich domy głęboko wrosły w ziemię korzeniami swemi i nic stąd ich wyrugować nie zdołało, bo nawet pożar, który tuż-tuż przed wybuchem wojny światowej zniszczył całą Nadwórną, oszczędził tylko kościół i ten zaścianek szlachecki. Równia Zadniestrzańska sięga po Nadwórną, lecz z trzech stron półkolem podchodzą już ku miasteczku przedgórza gorgańskie. Pod opiekuńczemi skrzydłami zamku Kuropatwów rozrastały się spokojnie i szczęśliwie bogaty w ziemię żyzną Pniów, wsławiony bitwami żelaznej brygady, i Maniawa — duża wieś, uczęszczana przez turystów spowodu pięknych wodospadów na rzece i imponujących ruin skitu prawosławnego.

Ciekawe to miejsce! Ortodoksyjny Athos, ostoja prawosławia, rzucił tu najdalszą swoją placówkę dla walki z unją. Klasztor ten zbudowali Bazyljanie — dyzunici na początku w. XVII-go i obsadzili go uczonymi mnichami — najznakomitszymi na Rusi.

W głębokim wąwozie śród lasów czaił się ten skit, ukryty od oczu ludzkich, otoczony grubemi murami, a przed zagonami Tatarów broniony przez silną twierdzę pniowską. Przechowały się tu mury wysokie, szare, pleśnią — tą patyną wieków poplamione, i baszta — być może dzwonnica, czy też wieża strażnicza Skan zawiera grafikę.

Na bramach i baszcie widoczne są jeszcze freski, wyobrażające świętych greckich i kijowsko-pieczerskich — Jana, Teodora i Antoniego, oraz symbol Opatrzności Boskiej — oko w promieniującym trójkącie nad wjazdem. Skit maniawski oddziaływał zapewne silnie na wyobraźnię ludności i miał na nią nieprzeparty wpływ polityczny po pierwszym rozbiorze Polski, co dało powód cesarzowi Józefowi II do zamknięcia tej oazy chrześcijaństwa bizantyńskiego.

Cenne i starożytne sprzęty kościelne zostały przeniesione do okolicznych parafij, ikonostas — słynne dzieło sztuki — do cerkwi w Bohorodczanach, skąd go zabrano do ruskiego muzeum we Lwowie, dzwon zaś zawieszono w cerkwi w Nadwórnej, gdzie podczas pożaru r.

Z pagórka nad skitem, w głębi doliny potoku, pouczający przedstawia się obraz! Obronne to było miejsce, gdzie zaczaił się ten klasztor prawosławny. Z trzech stron ukrywały go i broniły puszczą okryte góry, dla stepowych wierzchowców tatarskich prawie niedostępne. Jedyna to była tam droga — wązka dolina potoku, wylewającego swoje wody do rzeki. Zwykłe zasieki, zalanie terenu zapomocą tamy i wreszcie wał, z poza którego rzygały ogniem strzelby obrońców, zamykały tę drogę do skitu.

Wreszcie potężne jego bramy, mury i baszty przeciwstawić się mogły znacznej nawet hordzie, gdyby zwęszyła klasztor słynny z bogactwa. Skan zawiera grafikę. Rysy sarmackie cechują Hucuła-Polaka Klasztory-twierdze, silne środkami obrony i jeszcze silniejsze ekstazą wiary. Maniawski skit — to Kijowsko-Peczerska Ławra w minjaturze. Podobny plan i nawet te same freski na bramach i ten sam emblemat Opatrzności. Zapewne można tu byłoby znaleźć największe osobliwości Ławry — miasto podziemne, miasto świętych i świętobliwych [ 45 ]mniszków, mroczne, ponure Campo Santo, z siecią wązkich, o niskich sklepieniach przejść i daleko nieraz biegnących potajemnych tuneli, pełnych niespodziewanych przeszkód i głębokich studni, otwierających się pod nogami niepożądanych i niebezpiecznych intruzów.

W ciszy, pewne o swój byt, bo broniła ich fortalicja Kuropatwów, pędziły swój żywot Sołotwina, nad Bystrzycą Złotą leżąca wśród pól i bogatych łąk wypasowych; Zarzecze, gdzie miejscowi ludzie pokazują turystom dziwny wybryk natury — brzozę, co wyrosła na szczycie pnia wierzbowego, i Porohy — wieś, powstałą na skraju Czarnego Lasu, co niegdyś ciągnął się zwartym murem od gór aż do Stanisławowa, a teraz skurczył się do połowy i znędzniał.